Galeria u Jezuitów, ul. Dominikańska 10, Poznań
10 kwietnia 2026, g. 18:00
czynna do 14 kwietnia 2026 (w godzinach 12:00-18:00)
Tytuł wystawy zaczerpnięty jest z powieści Philipa K. Dicka „Człowiek z wysokiego zamku”. Książka opowiada tzw. historię alternatywną. Niemcy wygrali drugą wojnę światową. Ameryka północna jest więc podzielona między III Rzeszę i Japonię. W tej rzeczywistości działa amerykański ruch oporu. Członkowie tego ruchu czytają w tajemnicy powieść (powieść wewnątrz powieści) pod tytułem Szarańcza utyje, która mówi o tym, że Niemcy przegrały wojnę w 1945 r. Mamy więc sytuację, w której fikcja jest prawdą, a prawda jest fikcją. To nas interesuje z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że w pewnym sensie taka jest istota sztuki. Po drugie dlatego, że współczesna przestrzeń medialna pod tym względem zaczyna być do sztuki podobna.
Fraza „szarańcza utyje” to źle przetłumaczony fragment z Księgi Koheleta. Oryginał brzmi raczej: pasikonik stanie się ociężały. To zniekształcenie ma być symbolem z gruntu mylącego przekazu historycznego. Tak czy inaczej, prorocza wizja zapowiada, że nadchodzą ciężkie czasy.
Na wystawie zobaczymy prace powstałe w Katedrze Filmu Eksperymentalnego UAP.
Maria Dubec
Aleksandra Koteras
Jakub Borowski
Wiktoria Borucka
Agnieszka Kubiak
Olga Malinowska
Julia Mendyk
Iga Brzozowska
Tymon Modrzyński
Sofya Maroz
Angelika Grewling
Zuzanna Sakowicz
Blanka Kęstowicz
dyrektor artystyczny: Piotr Bosacki
Praca reprezentacyjna: słuchowisko Blanki Kęstowicz Potworne czepce 3.
Jest to surrealistyczna proza poetycka, wyrosła z tradycji literackiej Witkacego, Mrożka i Sajnoga. Utwór zaczyna się tak:
Siostra Wanda tak naprawdę nie istniała. Zaczęło się od tego, że kupiłyśmy jej leżak w kształcie stojaka na ogród jeszcze to chyba maj był. Narzekała, że jej życie jest jedną z wielu przyjaciółek jej matki i musi rozprostować na ramieniu matecznik. A leżak składany był z sakwą na paciory, by sobie haftowała w razie w. Taki upstrzony znalazłyśmy, całkiem swój, pstrokaty w kwiaty jak ten jej fartuch kuchenny, aby się z nią zlewał w powidlanych drzemkach, a osy kładły na niej pięciokątne plastry miodu. Siostra miała misje nieprzydatne nikomu, ale to tylko na jej korzyść. Serwowała nam czasem lokalne wstawki z pyr, topniejących widelców i kartoflaną krew okolicznych dyń. Wieczorami przy oknie świec nitkowała drutem czepce, by nam się z głów nie zbiły menory.
